| < Październik 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
O autorze
Zakładki:
Grupa wsparcia
We własnej osobie
Kategorie: Wszystkie | Trochę żółci
RSS
środa, 02 czerwca 2010
Entropia

Patrzę na mój dom i rozumiem. Budować dom oznacza nadawać wszystkim przedmiotom sens. To oznacza, że żadna z rzeczy nie jest przypadkowa i nie jest tylko rzeczą. Z każdym przedmiotem łączy się jakaś historia, ogrom myśli i pragnień, czasem wielomiesięczna praca. O każdym kubku i poduszce można napisać parę zdań, o zielono-białej łazience esej. Nawet o pojemniku na papier toaletowy i dwóch pustych doniczkach na parapecie. Wszędzie ukryte znaczenia. Ja – Ona. Wszędzie wspomnienia i zapowiedź tęsknoty.

Mam pierwotne pragnienie posiadania centrum wszechświata i budowania wokół niego koncentrycznych światów. Choć żyję w rozjazdach, ta namiastka domu - komunalna kawalerka na 3cim piętrze porządkowała mi życie. Ile razy można budować od nowa? Za każdym razem kiedy powódź zaleje ci dom. Po każdym huraganie, który zerwie ci dach.

Życie przynosi chaos, czasem podstępnie i cichaczem.

 

Kto ma uszy niech słucha; kto potrafi, niech się domyśli.

18:42, pentaxian
Link Komentarze (1) »
piątek, 07 maja 2010
Wykiełkowało, ale to nie chwast

Właśnie dziś miałam się dobrze bawić na koncercie w Berlinie ale niestety jak mawiał Owidiusz „dla człowieka nie ma nic pewnego”. Zawsze może wybuchnąć wulkan który sparaliżuje pół świata. Gdyby mi ktoś powiedział to 3 miesiące temu, pogratulowałabym fantazji. Koncert przełożony na 1 listopada, więc albo będzie to najbardziej nietypowy dzień zmarłych w moim życiu, albo pierdyknie Katla i zobaczę Brandi za dwa lata. Może na pocieszenie kupię sobie bilet na Mellissę. I może dotrę na koncert albo zginę w wypadku po drodze. Może wygram jutro w totolotka 8 milionów albo wyrzucą mnie z pracy bo zostawiona przeze mnie ładowarka w kontakcie stopi się i spali się pół urzędu. Może zakocham się w niebieskookim efebie i urodzę bliźniaki? Lub może zachoruję i po chemioterapii zacznę znów czytać Biblię i zajmę się uprawą kwiatów rabatowych? Niemożliwe?

Wiosna przemija mi na rozpamiętywaniu zmian. Wszystko się zmienia, absolutnie nic nie pozostaje takim jakim było. I nic nie jest przewidywalne. Liście rosną na drzewach, samoloty spadają. Tylko człowiek ma jakieś przekonanie o prawdach absolutnych, stałości własnych poglądów i uczuć. A to strasznie złudne, bo stałości nie można wywieść z niczego pod słońcem. Niczego też nie możesz wykluczyć, bo możesz jutro spotkać piękną kobietę, dla której rzucisz żonę, dwoje dzieci, psa i kota i będziesz najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi bo twój mózg zalewają endorfiny, choć byłeś przykładnym i czułym partnerem i było ci z tym dobrze. Jestem zrozpaczona i zawiedziona sobą. Miałam zbyt wysokie mniemanie o swojej moralności. Okryłam że nic jakoś nie jest stałe w mojej głowie i nawet nie podobają mi się już moje ulubione wranglery. Tęsknię też za bułką z masłem i z kiełbaską żywiecką, której nie jadłam ze dwa lata, a która niespecjalnie mi służy. Ale co za smak!

 

21:11, pentaxian
Link Komentarze (5) »
sobota, 13 lutego 2010
Czekam

Coś się dzieje, jeszcze nie wiem co, ale niewątpliwie. Kiełkuje. Mam przeczucie, że to chwast.

Wszystko ma swój czas i nic nie dzieje się bez powodu. Kilka lat temu moja siostra pojechała z naszą koleżanką w szaloną podróż rozklekotanym maluchem szlakiem klasztorów małopolskich. U Kamedułów w  Rytwianach, w środku lasu, o zmierzchu, kiedy groziła im wizja nocy spędzonej w maluchu, spotkały dziwnego chłopaka z aparatem. Z gościem tym teraz muszę dzielić łazienkę i kuchnię, a nasza znajoma zrobiła doktorat i wydała książkę o anachorezie.

Pierwsze moje odczucie kiedy trzymałam ją w rękach, to myśl, że przez nią nasze życie się zmieniło. Jak to wszystko się układa i tworzy nieskończoną siatkę interakcji. Myśl i chęć tworzenia u jednego człowieka wywołuje lawinę zdarzeń u innych. Gdyby nie zamysł napisania tej książki przez naszą znajomą, jej jakaś natchnioną myśl i geniusz, nie byłoby kilku osób w moim życiu, i tej jednej, którą kocham najbardziej na świecie. Małej, czteroletniej dziewczynki. Kiedyś jej o tym opowiem.

 

Czekam więc cierpliwie co dalej wyniknie. Czuję się fizycznie coraz gorzej, terminy u lekarzy półroczne. Dołuję się Annemarie Schwarzenbach. Studiuję wędrówki pielgrzymów z Cape Code. Co dzień drąże tunele w śniegu. Potrzeba mi coraz więcej snu, więcej cukru. Mam big crush on Melineh.

piątek, 15 stycznia 2010
Nie ma jak trickster

Cuda, pani, cuda....w tym nowym roku. Znowu awantura w branży , ale ty razem się cieszę. Z kozą to pewnie rzeczywiście trochę przegięcie. Ale myślę głównie o dalszej części wywiadu. Nie znam żadnych kontekstów związanych z tym tekstem, nie znam człowieka, jego portalu, jego przeszłości, związków czy braku związków z innymi działaczami. W ogóle prawdopodobnie mało wiem o „środowisku”. Można powiedzieć, że czytałam ten wywiad zupełnie ad hoc, poza kontekstem, jak zwykły (acz przymusowy) czytelnik Rzepy.

I wybaczcie mi, ale to dobrze zabrzmiało. To jest dyskurs, który może przeniknąć polskie, przaśne umysły.

W stowarzyszeniach jest jak w partiach i polityce; ci którzy się narobili chcą mieć zasłużony laur, to zrozumiałe. Ja tam doceniam, chylę czoła nawet Pani w Hełmie. Ale dosyć, może w końcu dotrze: zmienić język debaty, najważniejszy jest proces decyzyjny, wejść do polityki. Krytykować jest łatwo, więc będę tego pana obserwować i rozliczę go z jego słów. I z czynów, jeśli do nich dojdzie, bo na razie to tylko ładnie gada. W razie czego mogę nawet odszczekać mój zachwyt. Ale na razie jestem na tak, nic nie poradzę.

No, to teraz czekam aż objawi się polska Rachel Maddow. Może być nawet w połowie podobna, albo w ćwierci, nie będę już wybrzydzać. Chociaż może mieć też jak Rachel 182 cm wzrostu, a oprócz tego zabójcze spojrzenie, niski głos i dobrą dykcję ;) Taaak… naczytałam się starych plotek o Anicie W.

Z cudów ostatnich - to jeszcze zaczęłam jeździć na nartach i nawet się nie zabiłam a auto nie zakopało mi się ani razu w śnieg (na wszelki wypadek wożę ze sobą łopatę). Poza tym walczę z własną niemocą intelektualną i ta przeklętą sesją, przez co jestem nie do życia; właściwie to nie daję rady sama ze sobą. Dobrze, że tego nie widzicie. Żonce polecam strzelić sobie wielkiego drina na przetrwanie, tu są dobre wzorce:

 

 

 

 

20:31, pentaxian
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 17 grudnia 2009
Après-coup

Ilekroć wspominam ostatnią letnią wycieczkę na jakiej byliśmy wspólnie z moim tatą, a było to jakieś 10 lat temu, mam przed oczami taki obrazek: pływam pontonem z siostrą i bratem po stawie i młynówce w gąszczu dzikiego bzu, olch i traw, od których zapachu kręci się w głowie. Woda rozkosznie ciepła, świerszcze i rozdygotane światło ślizgające się po liściach. Nenufary i motyle na zakończenie dzieciństwa. Ilekroć to wspominam, powtarzam sobie: tacy byliśmy szczęśliwi i nie wiedzieliśmy o tym.

Moja grupa wsparcia miała być inspirująca i jest. Przeczytałam na blogu trzyczesciowygarnitur, że wiele tematów tu w Polsce nie przerobiliśmy i zgadzam się całkowicie. Jak również z tym, że jest to źródło konfliktów w środowisku LGBT jakie wynikają przy różnych okazjach związanych z ikonografią, mam na myśli np. jatkę po fotoreportażu Hanny Jarząbek. W najlepszym przypadku jesteśmy jakieś 20 lat cywilizacyjnie do tyłu. Nie było 2 fali feminizmu, podstawowa kwestia rozdziału płci biologicznej i płci kulturowej nadal nie istnieje w świadomości społecznej, a nawet w środowisku. Lata dziewięćdziesiąte przespaliśmy w przedszkolu, ciężko w ogóle było przebić się z jakimikolwiek teoriami femistycznymi. Teoria queer, która jeszcze bardziej dekonstruuje ludzką płciowość i przez to sferę wyglądu, to w Polsce całkowita abstrakcja. 20 lat temu Judith Butler krytykowała nurty feministyczne za wykluczenia zeń mniejszości, np. lesbijek, i tendencje do wpisywania feminizmu w patriarchalny system społeczny. Płeć kulturowa o której tyle mówiono, była nadal płcią przyspawaną do płci biologicznej - wyłącznie jedną z dwóch. No więc co mamy 20 lat później w Polsce? Partię Kobiet, która chciałaby w ogóle nie używać słowa feminizm (będąc de facto feministyczną), działać bez kontrowersji i nawiązań do mniejszości, uczestniczyć w politycznej, patriarchalnej farsie walcząc np. o alimenty. Mamy w branży dziewczyny, które wciąż dziwią się, że istnieją butch i femme, że można nosić krótkie włosy albo długie, że można nie określać swojej płci w ogóle, być aseksualnym albo omniseksualnym; no bo przecież wzorce są dwa. To mniej więcej pokazuje w którym miejscu jesteśmy.

Prawda jest taka że w Polsce niekiedy chcemy przeskoczyć epokę. Ma do tego naturalną skłonność środowisko akademickie, inteligo-feministki i inteligo-leski. A i tak za chwilę pewnie znowu będziemy w tyle. W takiej Finlandii w środowiskach akademickich tak się dzieje, o proszę bardzo. Cóż możemy powiedzieć w Polsce, my które marzymy o obrączkach, legalnych związkach. Gdzieś tam dzwoni nam temat płciowego performance, ale tak naprawdę chcemy ślubu i dzieci. Tematyka queer jest odległa już nie o epokę, ale o jakiś rok świetlny.

Mam wrażenie, że w USA pojawiło się sporo osób mówiących o problemach mniejszości bez patosu a wręcz przeciwnie, ale czy były tak wyraziste wcześniej? Może nadszedł odpowiedni moment? Temat został wstępnie przerobiony i można sie od niego zdystansować. To w gruncie rzeczy naturalne i taaaakie amerykańskie.

 

Póki co jestem wdzięczna, że nie urodziłam się w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Bądźmy szczęśliwi zawczasu, łapmy chwile. Bądźmy szczęśliwi, idą Święta.

21:52, pentaxian
Link Komentarze (3) »
piątek, 20 listopada 2009
Resume

Trzeba zostawić działaczy w spokoju, bo rozpętała się wojna. Lepiej rozpocząć bezpieczny acz nudnawy wątek autobiograficzny. We wtorek byłam w nowiuśkim centrum handlowym w rodzinnym mieście Trybunalskim. Od tygodnia ludek pielgrzymuje, obchodzi granice od ołtarza do ołtarza, wozi się schodami w górę i spogląda z namaszczeniem na gigantyczny świetlik. Transcendencja jak się patrzy. Dałam porwać się szaleństwu, a co tam. Gdzieś pomiędzy Kapp Ahlem a H&Mem doznałam olśnienia. Chodzę po dziadkowiźnie!Przed wojną mój praszczur orał pługiem konnym to pole a potem sprzedał; sto lat nie minęło i mamy centrum miasta. Nie to żebym była materialistką, ale pomyślałam: nieźle żeście nas pradziadek załatwili. I że w ogóle historia mojej rodziny to równia pochyła, na końcu której stoję ja. Bez wykształcenia, bez domu, bez pomysłu. Bez dzieci. Kończę dziś 33 lata; zamiast spodziewanych iluminacji i proroctw, wciąż te same wizje, że jestem sumą doświadczeń moich pokręconych przodków, którzy np. kupowali a potem sprzedawali majątki i kamienice ot tak, a ja teraz nie mam gdzie mieszkać i utrzymuje się ledwo ledwo z pracy najemnej. Patrzenie w przeszłość zatruwa moje życie, wiara, że jestem zdeterminowana przez czas i ludzi i swoje w młodości uczynki nie daje mi żyć. Pretensje do całego świata. Że już pozamiatane, nic się nie wydarzy, że zgniję za tym biurkiem od 8 do 16tej. This is not America. Czy wymagam już terapeuty? Może księdza a raczej pastora? A może poczytać Holy Bible. Zgłosiłabym się na wolantariat do hospicjum ale uważam, że to zła motywacja i nie jestem gotowa.

Życzę sobie na urodziny pokory.

Ludzie urodzeni w listopadzie chyba mają deprechę i malkontenctwo we krwi. Ciasteczko jest słodkie, ale mina zawsze kwaśna.

22:54, pentaxian
Link Komentarze (1) »
niedziela, 08 listopada 2009
Niemoc

Jak ktoś milczy, to  zazwyczaj nie ma nic do powiedzenia. Ogólnie w życiu i szczególnie w konkretnej chwili, jak ja. Za to czytam ostatnio sporo tych, którzy mają coś do powiedzenia i oprócz tego potrafią jeszcze coś zrobić, tylko często z różnym, dla mnie nie pojętym skutkiem. Tak więc w poniedziałek dostałam jak obuchem w łeb a w piątek znowu. Wszystko na stronie głównej Rzepy z samego rańca. Woda na młyn dla pewnych środowisk i dla mnie bo jestem gejofobką i mizoandrką. Doprawdy brawo, pogratulować działaczy. Co mądrzejsi wyjechali z kraju, a zostali: znudzone i mający nierówno pod sufitem. Nie chce mi się wnikać czy Rzepa powyrywała z kontekstu wypowiedzi Działacza, jak bardzo powykręcała kota ogonem.  Ogólnie dla mnie to następna forma happeningu, którą wszyscy działacze w tym kraju uwielbiają, mam tu na myśli wszelkie Manify i Parady. Ten kraj, ten naród nie jest na takim poziomie intelektualnym, zeby móc happening zrozumieć. Ta forma po prostu nie trafia, a wiem co mówię bom z głębin prowincji. Od lat pracuję, rozmawiam, mieszkam wśród ludzi ze wsi, bynajmniej nie mazowieckiej czy wielkopolskiej. Wiem, jak pukają się w czoło gdy widzą ekologów na drzewach. Marzą mi się nie żenujące wywiadziki w tv z  Działaczami, feministkami, nie migawki z Parad z policją w tle, ale zawstydzający monolog jakichś wyautowanych autorytetów. Zawstydzanie działa, sprawdziłam. No ale ja potrafię tylko teoretyzować, co jest proste.

Osobiście może i lubię happeningi, takie jak ten. I takie panie. Ale nie uważam, że bez "zadęcia" i patosu da się jakoś zaistnieć i poważnie rozmawiać o poważnych sprawach. To naród od wieków boguojczyźniany bez krzty dystansu do samego siebie.

A na koniec żeby się tak już całkiem nie pogrążyć coś miłego z pozdrowieniami dla baluka w hiszpańskich krajach, co prawda z portugalskimi napisami ale z hiszpańskimi nie mogłam znaleźć.

 

 

 

15:34, pentaxian
Link Komentarze (8) »
niedziela, 18 października 2009
Sztuka dokonywania wyborów

Dziś przypadkiem obejrzałam "Mam talent", samą końcówkę. Szczęki wszystkim opadły na podłogę. Śpiewało jakieś urocze dziewczę, stary klasyk Autumn Leaves. A zaśpiewała łudząco podobnie do Evy Cassidy i dlatego było magicznie. Eva Cassidy za życia była skromna, sławna stała się po śmierci. Umarła gdy miała 33 lata, tyle co ja teraz. Czerniak. Podobno wiedziała o nowotworze 3 lata przed śmiercią, nie leczyła się, zaniedbywała wizyty. Myślę, że być może celowo. Moja mama twierdzi, że gdyby mój ojciec wiedział o raku, umarłby kilka lat wcześniej. Wprowadzał się sam w stan remisji, a bóle odczuwał już od dawna. Wiedzieć czy nie wiedzieć, truć się chemią czy  w spokoju cieszyć się czasem z najbliższymi?  Czy najbliźsi potem zrozumieją czy będą mieli pretensje? Robić coś, szarpać się, czy jeździć z żoną na wycieczki rowerowe do końca, jak mój tata? Umierać w szpitalu z rurkami wszędzie czy w ramionach dzieci? Iść czy nie iść?

Karta Praw Pacjenta stanowi, że pacjent ma prawo do samo decydowania, „pacjent ma prawo do wyrażania zgody lub odmowy ich udzielania na badanie lekarskie, badanie diagnostyczne lub inne czynności medyczne (…)”. Jak to będzie wyglądało jeśli wprowadzi się obowiązkowe badania ginekologiczne dla pracujących kobiet, o których teraz głośno? Czy odmówi się im podstawowych praw, w wypadku jeśli nie zechcą wiedzieć?

Ciekawy artykuł, nareszcie , tu

Może nie moglibyśmy posłuchać tego nagrania, gdyby Eva Cassidy poddała się wcześniej terapii, może aniołem zostałaby wcześniej?

 

01:24, pentaxian
Link Komentarze (1) »
piątek, 16 października 2009
Trochę żółci

Uwielbiam miejsca takie jak to http://www.villagreta.pl , uwielbiam znajdować takie perły w sieci. Zdarza mi się to dość często. Nie wiedzieć czemu mój umysł od razu wychwytuje fakt, że prowadzą go małżeństwa. Czuję zazdrość i wiele splątanych złych emocji, związanych z tym, że to zawsze małżeństwa. Jakoś podświadomie czuję, że aby coś budować, podejmować i rozwijać się, konieczny jest spokój i uporządkowane na każdej płaszczyźnie życia. Człowiek taki jak ja musi nieustannie szarpać się z najbliższymi; walczyć o pracę, co jest konsekwencją błędów młodości (zmarnowałam ją na rozgryzaniu własnych emocji a nie na nauce), a co tu dopiero mowa o budowaniu i tworzeniu. Nie czuję, że moje życie jest uporządkowane, że mam wsparcie rodziny, wsparcie państwa, peace of mind. Że jestem młoda i że otwierają się nowe nieznane możliwości. Jakoś czuję, że to nigdy się nie zmieni, taka dożywotnia banicja. Nie mam silnego charakteru, może to o to chodzi. W każdym bądź razie gdyby ktoś znalazł urocze i magiczne miejsce prowadzone przez dwie panie, niech da znać, bo to wzmacnia morale.

00:08, pentaxian
Link Komentarze (5) »
czwartek, 15 października 2009
Intro

Wszystko nosi na sobie ślad tego, czym już kiedyś było. J.Winterson, Kamienni bogowie

23:23, pentaxian
Link Komentarze (1) »