Blog > Komentarze do wpisu
Après-coup

Ilekroć wspominam ostatnią letnią wycieczkę na jakiej byliśmy wspólnie z moim tatą, a było to jakieś 10 lat temu, mam przed oczami taki obrazek: pływam pontonem z siostrą i bratem po stawie i młynówce w gąszczu dzikiego bzu, olch i traw, od których zapachu kręci się w głowie. Woda rozkosznie ciepła, świerszcze i rozdygotane światło ślizgające się po liściach. Nenufary i motyle na zakończenie dzieciństwa. Ilekroć to wspominam, powtarzam sobie: tacy byliśmy szczęśliwi i nie wiedzieliśmy o tym.

Moja grupa wsparcia miała być inspirująca i jest. Przeczytałam na blogu trzyczesciowygarnitur, że wiele tematów tu w Polsce nie przerobiliśmy i zgadzam się całkowicie. Jak również z tym, że jest to źródło konfliktów w środowisku LGBT jakie wynikają przy różnych okazjach związanych z ikonografią, mam na myśli np. jatkę po fotoreportażu Hanny Jarząbek. W najlepszym przypadku jesteśmy jakieś 20 lat cywilizacyjnie do tyłu. Nie było 2 fali feminizmu, podstawowa kwestia rozdziału płci biologicznej i płci kulturowej nadal nie istnieje w świadomości społecznej, a nawet w środowisku. Lata dziewięćdziesiąte przespaliśmy w przedszkolu, ciężko w ogóle było przebić się z jakimikolwiek teoriami femistycznymi. Teoria queer, która jeszcze bardziej dekonstruuje ludzką płciowość i przez to sferę wyglądu, to w Polsce całkowita abstrakcja. 20 lat temu Judith Butler krytykowała nurty feministyczne za wykluczenia zeń mniejszości, np. lesbijek, i tendencje do wpisywania feminizmu w patriarchalny system społeczny. Płeć kulturowa o której tyle mówiono, była nadal płcią przyspawaną do płci biologicznej - wyłącznie jedną z dwóch. No więc co mamy 20 lat później w Polsce? Partię Kobiet, która chciałaby w ogóle nie używać słowa feminizm (będąc de facto feministyczną), działać bez kontrowersji i nawiązań do mniejszości, uczestniczyć w politycznej, patriarchalnej farsie walcząc np. o alimenty. Mamy w branży dziewczyny, które wciąż dziwią się, że istnieją butch i femme, że można nosić krótkie włosy albo długie, że można nie określać swojej płci w ogóle, być aseksualnym albo omniseksualnym; no bo przecież wzorce są dwa. To mniej więcej pokazuje w którym miejscu jesteśmy.

Prawda jest taka że w Polsce niekiedy chcemy przeskoczyć epokę. Ma do tego naturalną skłonność środowisko akademickie, inteligo-feministki i inteligo-leski. A i tak za chwilę pewnie znowu będziemy w tyle. W takiej Finlandii w środowiskach akademickich tak się dzieje, o proszę bardzo. Cóż możemy powiedzieć w Polsce, my które marzymy o obrączkach, legalnych związkach. Gdzieś tam dzwoni nam temat płciowego performance, ale tak naprawdę chcemy ślubu i dzieci. Tematyka queer jest odległa już nie o epokę, ale o jakiś rok świetlny.

Mam wrażenie, że w USA pojawiło się sporo osób mówiących o problemach mniejszości bez patosu a wręcz przeciwnie, ale czy były tak wyraziste wcześniej? Może nadszedł odpowiedni moment? Temat został wstępnie przerobiony i można sie od niego zdystansować. To w gruncie rzeczy naturalne i taaaakie amerykańskie.

 

Póki co jestem wdzięczna, że nie urodziłam się w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Bądźmy szczęśliwi zawczasu, łapmy chwile. Bądźmy szczęśliwi, idą Święta.

czwartek, 17 grudnia 2009, pentaxian

Polecane wpisy

  • Entropia

    Patrzę na mój dom i rozumiem. Budować dom oznacza nadawać wszystkim przedmiotom sens. To oznacza, że żadna z rzeczy nie jest przypadkowa i nie jest tylko rzec

  • Wykiełkowało, ale to nie chwast

    Właśnie dziś miałam się dobrze bawić na koncercie w Berlinie ale niestety jak mawiał Owidiusz „dla człowieka nie ma nic pewnego”. Zawsze może wybuc

  • Czekam

    Coś się dzieje, jeszcze nie wiem co, ale niewątpliwie. Kiełkuje. Mam przeczucie, że to chwast. Wszystko ma swój czas i nic nie dzieje się bez powodu. Kilka lat

Komentarze
trzyczesciowygarnitur
2009/12/19 01:22:47
Poczułam się mile połechtana dołączeniem do grupy wsparcia, tak że nie mogę nie skomentować - i tak bym się pewnie zresztą skusiła :) Z pierwszą częścią wpisu zgadzam się w pełnej rozciągłości (wstęp jest urzekający - tak na marginesie), druga jest jak dla mnie ciut zbyt optymistyczna. Tzn. ja mam wrażenie, że w większości nawet o tych legalnych związkach nie marzymy, a w każdym razie tak słabo marzymy. My jesteśmy na etapie marzeń o coming oucie, o tym, by nikt nas nie wytykał palcami albo nawet o tym, by było jak kiedyś - gdy nie było tych wstrętnych działaczy, co to ponoć spowodowali, że się pojawiła homofobia. Naprawdę mam wrażenie, że większości osób nieheteroseksualnych zależy na świętym spokoju i że wcale nie uważają, by nie mieli równych praw.

Ale może to mój przedświąteczny tradycyjny pesymizm. Ale staram się z nim walczyć, naprawdę :)
-
pentaxian
2009/12/20 17:07:22
ależ tak, marzymy o związkach nie będąc nawet na etapie coming out'u...zbiorowa schizofrenia
-
trzyczesciowygarnitur
2009/12/26 23:07:01
Chciałam popolemizować, ale właśnie znalazłam przypadek, o którym piszesz i z którym się spora część komentujących identyfikuje. Ot, fragment tekstu z "Dziennika":

"Jestem lesbijką, ale nie taką jak wszystkie. Chcę mieć dziewczynę na stałe, nie taką z klubu dla homosiów, tylko normalną. Z którą może kiedyś będę mogła wziąć ślub i mieć dzieci. Bo ja chcę mieć dziecko, ale z kobietą. To znaczy wychowywać z kobieta, a technicznie mieć je z mężczyzną. Zbadałam się, wszystko ze mną w porządku. Szukam dobrego dawcy nasienia. Z resztą poradzę sobie sama."

Schizofrenia? Trochę tak :)